Falstart w podróży: Dusseldorf zamiast Bangkoku

Kiedy wsiadałam na pokład samolotu z islandzkiego lotniska w lutym, zmęczona bardziej niż Turek sprzedający kebaba w piątkową noc na Niepolda*, rozpłakałabym się ze śmiechu, gdyby ktoś powiedział mi, że utknę na trzy noce w topowym hotelu w dużym Niemieckim mieście, a za mój pobyt zapłacą linie lotnicze.

Ale nadajmy wydarzeniom jakiś kontekst…

W przerwach w pracy na Islandii miałam dużo czasu na przemyślenie, jak będzie wyglądała trasa mojej podróży po Azji południowo-wschodniej. Planowałam zacząć od Bangkoku (który jest furtką do Azji ze względu na tanie loty) zobaczyć to, co pominęłam poprzednim razem w północnej części Tajlandii, następnie przedostać się do Laosu, podróżując w dół przez cały kraj aż do Kambodży i znowu na północ przez Wietnam. Na cały ten zygzak dałam sobie plus minus trzy miesiące. Znalazłam bilet w jedną stronę na 21 lutego na przelot z Wrocławia przez Dusseldorf do Bangkoku operowany przez Eurowings, w przyzwoitej cenie (niecały tysiak) i zaczęłam odliczanie do dnia wyjazdu.

Do Niemiec doleciałam bez problemów, a gdy dopijałam spokojnie lotniskową kawkę, czekając na kolejny lot, dostałam maila. Lot do Bangkoku został odwołany. Przejrzałam w pamięci ostatnie wydarzenia, ale nie, nie stłukłam lustra, ani nie rozsypałam ostatnio soli. W mailu, firma doradziła przebookowanie lotu online lub zadzwonienie na infolinie, żeby uniknąć długich kolejek na lotnisku. Niestety witryna nie wyświetlała mojego lotu jako odwołany, więc nie dało się nic zrobić, natomiast infolinia była już oblegana w momencie gdy próbowałam się połączyć. Ustawiłam się więc w kolejce do obsługi klienta i zaczęłam się zastanawiać w jaki sposób najszybciej przedostać się z powrotem do domu. W międzyczasie zaczęłam czytać artykuły o prawach pasażerów, postanowienia artykułu 261/2004 brzmiały obiecująco, jednak będąc po raz pierwszy w takiej sytuacji, nie wiedziałam w jakim stopniu jest to przestrzegane przez tanie linie lotnicze.

LRM_EXPORT_184460831803_20190327_084834756

Jednak po paru godzinach kolejkowania, Eurowings zaproponował mi lot za trzy dni, liniami Swiss, a do tego czasu przeczekanie w hotelu Hilton z pełnym wyżywieniem i taksówkami z i na lotnisko. To gdzie mam podpisać?

Jak to mówią-gdy życie daje ci cytrynę… pozwiedzaj sobie Dusseldorf. Miasto może nie jest tak ładne jak Gdańsk czy Praga, ale mimo wszystko warte odwiedzenia. Jako mieszkanka tragicznie skomunikowanego Wrocławia, zawsze doceniam, gdy jakieś miasto ma dobrze rozwiniętą siatkę połączeń i Dusseldorf pod tym względem mnie nie rozczarował. Parę metrów od Hiltona kursuje co chwilę tramwajo-metro, które zabierze nas do centrum w 10 minut. Przypadł mi do gustu nowoczesny budynek Ko-Bogen i okoliczny park Hofgarten. Mimo łysych drzew, shoppingowa aleja Königsallee też prezentuje się ciekawie. Do tego spacer po starówce, przy ratuszu i deptaku przy Renie z panoramą na miasto. Brzmi jak przepis, na dobry city-break. 

Spacerując po starym mieście, udało mi się uchwycić parę fajnych kadrów z mistrzem baniek mydlanych.

Wieczorem miasto tętni życiem, Niemcy oglądają mecz w pubach, wylewają się na uliczki, piją piwko i dopingują swoich. Żałowałam tylko, że nie mam cieplejszych ubrań… ale przecież miałam być w Bangkoku 😉

A na deser gratka nie tylko dla fanów motoryzacji. Klasyczna Remiza. Budynek gdzie trzymano lokomotywy, został przekształcony w wystawę i punkt sprzedaży klasycznych aut. Znajdziemy tu zarówno oldtimery, youngtimery, jak i kilka nowszych oraz wizjonerskich samochodów. 7 dni w tygodniu, w dodatku bezpłatnie.

Trzy dni później siedziałam w szwajcarskich liniach lotniczych Swiss Air w drodze do Zurychu, a stamtąd przesiadka do Bangkoku. Koniec końców, nie dwoma a czterema lotami dostałam się do Bangkoku. Szykuj się Azjo, nadchodzę…

*pasaż Niepolda – znana przez każdego wroclawiaka, niesławna ulica klubowa.


Ostatecznie linie Eurowings wzorcowo wywiązały się ze swoich zobowiązań względem pasażerów. Zapewniono nam opiekę, posiłki oraz alternatywny środek transportu lub zwrot kosztów biletu. Ja postarałam się również o odszkodowanie przysługujące pasażerom odwołanych lotów o długości przekraczającej 3500 km, w wysokośc 600 euro plus wydatki na lotnisku, które firma wypłaciła bez zająknięcia.